Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dlaczemu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dlaczemu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Samobójca - Agnieszka Ziętarska





Samobójca


Autor: Agnieszka Ziętarska
Cykl: Niezmienni (tom 1)
Wydawnictwo: Dlaczemu
Liczba stron: 382



Flora to zamknięta w sobie i nieśmiała młoda kobieta. W samotności, która zaczyna ją już  przytłaczać, próbuje poradzić sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Nie może liczyć na nikogo, nawet na własną rodzinę, która obwinia ją za ten tragiczny wypadek. Ostatnie wydarzenia w szkole i poza nią jeszcze bardziej potęgują ból, z którym zmaga się każdego dnia. Dziewczyna zaczyna coraz bardziej chować się w sobie i uciekać, a życie traci dla niej sens. Czy ktoś w końcu zdoła jej pomóc zanim będzie za późno?
Felis z kolei nie jest człowiekiem, a Niezmiennym. Przyjmuje rolę Opiekuna, a jego zadaniem jest opieka nad duszą. Musi zapewnić jej spokój i dobre samopoczucie, ale nie może dopuścić do tego, by spotkali się twarzą w twarz. Pierwszą duszą jaka zostaje mu przydzielona jest Flora. Wszystko się komplikuje gdy spotyka ją na korytarzu w swojej szkole. To miało nigdy się nie zdarzyć, a mimo tego zauroczony nią chłopak ciągnie tę znajomość dalej. Jak to się dla niego skończy?

Przyznam szczerze, że po Samobójcę sięgnęłam ze względu na tytuł oraz okładkę. Jest po prostu zachwycająca. Bardzo prosta, ale jednocześnie skupiająca na sobie uwagę. Bardzo dobrze się stało, że tym razem oceniłam książkę po okładce, bo gdybym kierowała się jedynie opisem raczej nie zdecydowałabym na przeczytanie tej powieści. Myślę, że wiele bym wtedy straciła.

Cała historia przedstawiona jest tak jak najbardziej lubię - dwóch perspektyw. Naprzemiennie czytamy rozdziały opowiadane przez Florę i Felisa. Stworzone przez autorkę postacie są bardzo wyraziste i różnorodne. Nie tylko główni bohaterowie mają swój charakter, poznajemy również wiele postacie drugoplanowych, które zapadają w pamięć. Bardzo podoba mi się dobór imion! Są niespotykane i odważne, zwłaszcza jak na polską autorkę, ale pięknie brzmiące. Poza Florą i Felisem pojawiają się między innymi: Lupus, Preus, Gira, Sore, Amat i Dalia.

Jestem oczarowana nie tylko wybranymi imionami, ale także wyobraźnią autorki. Mimo że główny temat powieści jakim jest zakochanie dwojga młodych ludzi, którzy nie mogą być razem, wydaje się dość nudny i schematyczny to wcale taki nie jest. Losy bohaterów są nieprzewidywalne. Zniecierpliwieni w napięciu przerzucamy kolejne strony, bo nie wiemy co wydarzy się za chwilę. Co więcej Agnieszka Ziętarska wymyśliła całkiem nowe istoty i wiele zasad, którymi się kierują i wprowadziła je do naszego świata, który również rządzi się swoimi prawami. Samobójca to tak naprawdę powieść młodzieżowa z jednym wątkiem fantastycznym. W moim odczuciu jest to idealne wyważenie pomiędzy fantastyką, a realizmem i takie książki lubię. 

Poza tematem miłości i magii w powieści pojawia się wiele innych bardzo ważnych tematów. Na przykład zwraca uwagę na problemy z jakimi borykają się młodzi ludzie – samotność, rozpad rodziny, odrzucenie, nękanie w szkole, psychiczne i fizyczne znęcanie się, strata bliskiej osoby, samookaleczanie, a nawet molestowanie seksualne. Flora właśnie przez coś takiego przechodzi.

Warto wspomnieć, że Samobójca jest pierwszym tomem cyklu Niezmienni. Z niecierpliwością czekam na premierę kolejnego. Jeśli będzie równie tajemniczy i wciągający to przepadnę czytając bez przerwy. Wyczekuję możliwości poznania dalszych losów bohaterów jak mało kiedy. Gorąco polecam tę nieszablonową i wyjątkową historię pełną smutku, radości, cierpienia i miłości.  
***
"Każdego roku cierpiałam tak samo. Ktoś mógłby pomyśleć, że z czasem ból będzie mniejszy, ale w moim przypadku tak nie było."
***
"Nie powinnam tak zbliżać się do nikogo. Nie zasłużyłam na to, żeby czuć chociaż namiastkę szczęścia."
***
"Już zapomniałam, jak to jest  cieszyć się tak beztrosko i nie martwić się wyrzutami sumienia. Byłam tak szczęśliwa, że aż bolało przy oddychaniu. Mimo wszystko to był przyjemny ból."

czwartek, 11 kwietnia 2019

Płynąc ku przeznaczeniu - Weronika Tomala



Płynąc ku przeznaczeniu

Autor: Weronika Tomala
Wydawnictwo: Dlaczemu
Liczba stron: 326




Skromna i nieśmiała studentka Dominika wraz z dwoma przyjaciółkami wyjeżdża na swoje pierwsze prawdziwe wakacje. Od dawna marzyły o podróży do Hiszpanii i w końcu udało im się uzbierać odpowiednią sumę pieniędzy. Podekscytowane dziewczyny planują przeżyć wakacje marzeń – szum fal, prażące słońce, drinki z parasolkami i odrobina szaleństwa, aby mieć co wspominać. Już pierwszego dnia poznają grupkę przystojnych Polaków, którzy z łatwością zawracają im w głowach. Dominice wpada w oko najmroczniejszy z mężczyzn - Dawid, w którym szybko się zakochuje. Na nieszczęście spokojnej i niepewnej siebie młodej kobiety jest on typem playboya, który lubi jednonocne przygody i nie liczy się z uczuciami kobiet. Nawet nie próbuje ukryć wielkiej niechęci w stosunku do Dominiki, jest dla niej niemiły i próbuje ją upokorzyć. Mimo to jako zawodowy instruktor pływania postanawia pomóc dziewczynie w pokonaniu lęku przed głęboką wodą. Czy z tej znajomości może wyjść coś dobrego?  Czy przyjaciółki tak jak zaplanowały będą mile wspominać te wakacje?

Do sięgnięcia po Płynąc ku przeznaczeniu skłoniły mnie dwie rzeczy: polska autorka oraz cytat z okładki – „A wszystko zmieniło się w dniu, kiedy poznałam Ciebie. I kiedy Cię utraciłam”. Bardzo mnie on zaintrygował. Był obietnicą czegoś więcej niż kolejne zwykłe romansidło, w którym tylko kwitnie miłość i nic więcej się nie dzieje. Pokładałam w tej książce wielkie nadzieje. Niestety nie do końca sprostała moim oczekiwaniom, ale też nie uważam żeby czas z nią spędzony był stracony.

Autorka nie unikała schematów i tak naprawdę bardzo łatwo przewidzieć bieg większości wydarzeń, ale moim największym zarzutem jest zachowanie głównej bohaterki. Dominika nie zachowuje się jak dorosła kobieta, a raczej nastolatka, która wkracza w okres dojrzewania. Po dwóch spotkaniach z mężczyzną, który pomijając kilka niemiłych i bezczelnych uwag, nawet z nią nie rozmawia stwierdza, że jest w nim po uszy zakochana. Uważa, że już teraz wywrócił jej świat do góry nogami i nie może myśleć o niczym innym. Wiem, że podczas pierwszego spotkania można poczuć jakieś przyciąganie czy fascynację, ale na pewno nie miłość. Kolejnym minusem jest ogólne tempo wydarzeń. Wszystko dzieje się zbyt szybko i bez większego wyjaśnienia. Dawid w jednej chwili nie znosi Dominiki, a za chwilę zmienia zdanie i próbuje się do niej zbliżyć pojawiając się na lekcji pływania, na którą umawiała się z kimś innym. Oczywiście można po czasie zmienić o kimś zdanie, ale to raczej nie zdarza się tak nagle i jest wynikiem większej ilości spotkań i wydarzeń.

Na szczęście książka ma też swoje plusy. Moim zdaniem jednym z nich niewątpliwie jest zakończenie. Mimo że spodziewałam się jakiegoś dużego zwrotu w akcji to obstawiałam inne wydarzenie, więc autorce udało się mnie zaskoczyć. Przyznam, że nawet przez chwilę zakręciła się w moim oku łezka. Bardzo podobało mi się również ukazanie jak ważna jest nie tylko miłość, ale i przyjaźń. Mogliśmy podziwiać jakie świetne relacje łączą najlepsze przyjaciółki. Są sobie oddane i bardzo dbają o siebie nawzajem. Żadna z nich nie jest pozostawiona sama sobie bez względu na okoliczności.

Muszę przyznać, że autorka ma lekkie pióro i mimo początkowej irytacji zachowaniem głównych bohaterów książkę czytało mi się przyjemnie i szybko. Co więcej fabuła okazała się nie do końca przewidywalna, bo takiego zakończenia nie przeczuwałam. I to właśnie dla tego zakończenia warto sięgnąć po Płynąc ku przeznaczeniu. Jest to książka dla kogoś kto ma ochotę przeczytać coś lekkiego z elementem zaskoczenia, ale jednocześnie nie zajmującego myśli na długo.
***
"W takich momentach zdawałam sobie sprawę z tego, jak cudownym darem jest przyjaźń. Częściowo skleja rozbitą duszę, bez której nie da się żyć. Wystarczyło kilka miłych słów, bym odważyła się podnieść głowę i zmierzyć z wyzwaniem." (str. 51)
***
"Emocje podchodziły mi do gardła i rosły, a sekundy przybrały formę długich, ciągnących się minut tak, jakbym nagle wpadła w środek klepsydry, której piasek nie potrafi przecisnąć się w dół." (str. 191)
***
"Myślę, że rozstanie nie byłoby tak bolesne. Sądzę, że nawet śmierć nie uczyniłaby takiego spustoszenia. Najbardziej cierpimy wtedy, kiedy czekamy na coś, co nie nadchodzi. W niewiedzy, strachu i poczuciu zagrożenia. Najgłębsze ciosy zadaje bowiem słabnąca wiara, najtrwalsze rany - bezsilność." (str. 317)